Jest coś takiego, co często omijamy wzrokiem, a co dotyka wielu z nas w miarę upływu lat… samotność.
Psychologia mówi o bolesnym, ale ważnym odkryciu: czasem najtrudniejsza samotność nie bierze się z braku ludzi wokół nas. Bierze się z nagłego uświadomienia sobie, że wiele relacji, które pielęgnowaliśmy przez dekady, nie było trzymanych nicią głębokiej miłości, a jedynie… rutyną, bliskością pracy czy poczuciem obowiązku.
To bywa smutne, prawda? Kiedy znikają wspólne miejsca pracy, wspólne projekty czy dzieci dorastają, nagle w telefonie robi się ciszej. Ale w STTT wierzę, że każda taka prawda, choć na początku kłuje w serce, jest też ogromnym darem.
Dlaczego?
Bo daje nam przestrzeń. Zamiast trzymać się kurczowo tego, co „wypada”, możemy wreszcie odetchnąć i zapytać siebie:
✨ Kto naprawdę jest przy mnie, gdy gasną światła codziennych spraw?
✨ Z kim milczenie nie jest ciężkie, a rozmowa daje siłę?
✨ Kogo kocham za to, kim jest, a nie za to, że po prostu „jest pod ręką”?
Dbanie o siebie to także prawo do selektywności. To moment, w którym przestajemy kolekcjonować kontakty, a zaczynamy pielęgnować więzi. Te nieliczne, ale prawdziwe. Te, które karmią naszą duszę.
Przyznam się szczerze, że i ja (jako Beata, ale też jako terapeutka, która towarzyszy wielu osobom w procesach zmian od wielu lat) musiałam przejść przez ten trudny proces „odpuszczania”. Przez lata w moim gabinecie widziałam dziesiątki łez wylewanych nie nad stratą wielkiej miłości, ale nad stratą złudzeń. Nad tym momentem, gdy orientujemy się, że telefon, który kiedyś dzwonił bez przerwy, milczy, bo przestaliśmy być „użyteczni” w czyimś codziennym grafiku.
Z mojego doświadczenia płynie jednak ważna lekcja: ten ból jest potrzebny, by zrobić miejsce na coś, co jest naprawdę żywe. Pamiętam moment w swoim życiu, kiedy sama poczułam tę pustkę po relacjach, które jak mi się wydawało miały być na zawsze. Dziś wiem, że ich odejście było najpiękniejszym prezentem. Dlaczego? Bo dopiero wtedy, w tej ciszy, usłyszałam własne potrzeby i dostrzegłam tych nielicznych, którzy nie odeszli, gdy zniknęły wspólne tematy zawodowe czy sąsiedzkie pogawędki.
Dziś, patrząc z perspektywy moich 14 lat w zawodzie, widzę jedno: najpiękniejsze więzi to te, które wybieramy każdego dnia na nowo, a nie te, w których tkwimy z rozpędu. Nie bój się tej selektywności. To nie jest egoizm – to najwyższa forma szacunku do własnego czasu i serca. Prawdziwa bliskość nie potrzebuje „okazji” ani „powodu” Ona po prostu jest, karmi i daje wytchnienie.
Jeśli czujesz dziś ten rodzaj smutku, to nie jest koniec świata. To początek życia w większej prawdzie i bliskości z samym sobą. A ja jestem tutaj, żeby o tym porozmawiać.
Beata 🤗
Inspiracją do tych refleksji był poruszający artykuł z „The Expert Editor”.
The Expert Editor https://share.google/6jxeHToaAmBNb4FvE